Środa 13.12.2017

Ale mamy architekturę! Nie wiadomo co do czego

Raport „tg”: Spróbujcie zebrać w jedno miejsce fajne budynki w mieście. Najbardziej wymagający uważają, że Gorzów nie potrzebuje aż siedmiu wzgórz, bo dobre projekty architektoniczne zmieszczą się na jednej górce.

Ludzie znający się na rzeczy częściej marudzą na gorzowską architekturę. Zadowolonych jest znacznie mniej. Specjaliści podkreślają, że nie ma dobrej architektury bez rozpoznania urbanistycznego – wszystko polega na rozłożeniu funkcji w określonym terenie. Urbanista lokalizuje usługi, mieszkaniówkę, drogi, zieleń. Jednak konkretnych rozwiązań taki specjalista już nie projektuje. Za to zajmuje się szeroko rozumianym zagospodarowaniem przestrzeni. Z kolei architekt detalem. Jednak architektura z urbanistyką jest ściśle powiązana. Ale może od początku...

Krótka historia centrum
Po wojnie śródmieście było jedną wielką ruiną. Na swoim miejscu stało zaledwie kilka budynków. Przy Hawelańskiej był tylko ten, gdzie do dziś jest fryzjer. Przy Dzieci Wrzesińskich zostało parę budynków i kamienica narożnikowa z apteką. Był też stary Arsenał, który później rozebrano. Po wschodniej stronie Sikorskiego były tylko dwa domy. Przy dzisiejszym magistracie codziennością był widok pasących się kóz. Samotnie stała stara poczta. Śródmieście było zupełnie puste.

Centrum przez kilkanaście lat było kompletnie martwe. Rolę Śródmieścia pełniły inne miejsca – życie towarzyskie kwitło przy Grobli i Śląskiej na Zawarciu oraz na deptaku od Casablanki przy Placu Grunwaldzkim aż do kina. – Za Słońcem skręcało się w lewo, szło do Łaźni i to był koniec Gorzowa. Dalej wszystko już było wyburzone – wspomina lata 50. Józef Finster, wtedy nastolatek, a w latach 90. miejski radny.

Nie wiadomo, czy odbudowę można było zacząć wcześniej, mówiło się, że brakuje pieniędzy. W PRL-u wszystko zależało od centrali, były wielkie problemy z materiałami budowlanymi. W końcu, gdy zapadła decyzja o odbudowie centrum, wszyscy oszaleli. To było wielkie szczęście i nikt specjalnie nie wybrzydzał. Wszystkie bloki w śródmieściu budowano jednocześnie. Centrum szło równomiernie w górę. Podwórka przy Sikorskiego zabudowywano pawilonami handlowymi – na całej długości powstały trzy takie obiekty. To był wielki plac budowy. Wrzało jak w ulu.

Na początku lat 60. wszystko ogrodzili deskami i zaczęła się wielka budowa – gorzowianie chodzili podglądać prace. Gromadzono cegłę, było mnóstwo ekip budowlanych, zwozili ludzi autobusami z okolicznych miejscowości. W 1966 roku zakończono modernizację odcinka ulicy Chrobrego od Wełnianego Rynku do Sikorskiego. – Chyba nie było specjalnego otwarcia – próbuje sobie przypomnieć J. Finster. Miał kilkanaście lat i cieszył się, że miasto zaczyna jakoś wyglądać. – Rodzice i sąsiedzi mówili, że bloki już stoją, że jest zadyma, bo nie wiadomo, kto miał dostać nowe mieszkania w centrum, wszyscy je chcieli – wspomina.

Nową zabudową centrum gorzowianie cieszyli krótko. Szybko przyszła refleksja, że nowe śródmieście nie ma charakteru, jest prowincjonalne. Identyczne bloki, jak w Gorzowie, stały w Skwierzynie, w Strzelcach i przy PGR-ach. To było brzydkie, typowe osiedle w samym sercu miasta. Nowe bloki nie tworzyły pierzei ulicznej. Co prawda była zachowana funkcja miasta, ale zabudowa nie miała wielkomiejskiego charakteru. Dyskusja na temat brzydoty gorzowskiego centrum zaczęła się już pod koniec lat 80. Gorzów miał duże ambicje. Z kolei Zielona Góra wytykała nam, że mamy tramwaje jeżdżące po wsi. – Pierwsze kroki w celu nadania centrum nowego wizerunku plastycznego wykonał wiceprezydent Lech Marek Gorywoda. Właśnie on na początku lat 90. zmodernizował część pierzei przy Stary Rynku przy Obotryckiej – przypomina J. Finster.

W 1994 roku kontynuował upiększanie centrum prezydent H.M. Woźniak aż do 1998 roku. – Na tym stanęło. W 1997 roku władze zdecydowały o sprzedaży parterów budynków w starej części miasta. Tam miała koncentrować się działalność usługowo-handlowa. Liczono, że rozpocznie się unowocześnienie pierzei na terenie Nowego Miasta – w ciągu ulic Chrobrego i Mieszka I. Wyszło jednak, że proces nie ma koordynacji. Prawo administracyjne okazało się niespójne. Każdy zaczął tworzyć na własną rękę i w efekcie mamy bałagan – ocenia J. Finster.

Co prawda, były koncepcje radykalnej przebudowy centrum, ale nikt nie odważył się o tym głośno mówić, bo cały czas w budżecie nie było na to kasy – było wiele innych spraw w mieście ważniejszych niż demontaż centrum. – Nie da się pogodzić tego, co jest, z ideą ładnego i funkcjonalnego centrum. Bloki zaburzają ład architektoniczny. Pewnie, że wszystko można przebudować, ale koszty odnowy centrum będą ogromne. Ważniejszym problemem do rozwiązania jest układ urbanistyczny, a szczególnie układ drogowy – to pewne, że trzeba zacząć od uporządkowania ruchu ulicznego – podkreśla J. Finster. Nie ma też wątpliwości, że w mieście panuje niebywały chaosu architektoniczny.

Według niego, nie brakuje jednak dobrych pomysłów na rozwój miasta. – Kolej miejska z wykorzystaniem wiaduktu, tunel od mostu do Wybickiego to odważne pomysły, ale godne rozważenia. Może warto pomyśleć o wprowadzeniu ruch samochodowego na most żelazny, który obecnie jest prawie nie wykorzystywany. Ponadto istnieje możliwość przebicia urbanistycznego przez teren Stilonu – w ten sposób powstałoby idealne połączenie Czereśniowej z Podmiejską – wymienia opcje, nad którymi warto się zastanowić.

Co w mieście piszczy?
Jacek Stróżewski, architekt, który projektował budynek Medi-Raj, a w latach 1995-2009 pracował w magistracie, uważa, że z gorzowską architekturą nie jest najgorzej. Choć przyznaje, że w projektowaniu pokutują trendy zapoczątkowane przez Le Corbusier oraz szwedzkich architektów – ich głównym założeniem było to, że gdzie indziej śpimy i gdzie indziej pracujemy. Takie zasady wykładano na wydziałach architektury jeszcze w latach 70. i 80. – właśnie dlatego naszą architekturę zdominowały osiedla.

J. Stróżewski zauważa, że blokowisko Staszica w pierwotnym projekcie było nieźle rozwiązane. Jednak z powodów czysto politycznych zostało dodatkowo zabudowano, bo PRL potrzebował mieszkań. Ocenia, że Górczyn ma porządne założenia urbanistyczne i jest dobrze zorganizowany. Pozytywnie wypowiada się też o Nowym Mieście – części centrum wpisanej do rejestry zabytków. – Nikt nie powie, że czuje się tam źle, bo w tej części miasta po prostu wszystko jest na swoim miejscu – zwraca uwagę architekt. Dodaje, że bałagan jest efektem tego, że budujemy osiedla, które muszą spełniać pewne warunki – muszą być zachowane odległości między budynkami, określona ilość zieleni, dróg, parkingów. Taka sytuacja wynika nie z niechęci urbanistów czy architektów, ale z niedoskonałego prawa.

O opinię na temat sytuacji architektonicznej miasta poprosiliśmy jednego z miejscowych architektów młodego pokolenia. Chętnie odpowiada na nasze pytania, ale nie chce zdradzić swoich personaliów. – Dobre projekty? Trudno znaleźć nawet pięć ciekawych miejsc. Plusy architektoniczne, które warto wskazać, to Galeria Askana, Titanic za udane połączenie starej tkanki miejskiej z nowoczesnością. Niezły jest nowy budynek przy Garbary – odpowiada. Są za to setki przykładów nieudanych pomysłów architektonicznych, z ich wskazaniem nie ma żądanego problemu. W Gorzowie mamy kilkanaście biur projektowych. Wyraźnie widać, że zdecydowana większość projektów jest tworzona tylko z myślą o zysku. Jednak najgorsze, że nie ma jednorodnego planu urbanistycznego. Urbaniści przegapili początek lat 90. Wtedy powinny być stworzone ogólne założenia urbanistyczne dla miasta. Brak ładu urbanistycznego to też po części wina inwestorów prywatnych, bo szczycą się tym, ile mają powierzchni użytkowej mieszkań z 1 hektara. – Weźmy bibliotekę – architektonicznie ciężka, przeinwestowana, nietrafiona elewacja, w środku w porządku i funkcjonalnie, ale na zewnątrz kolos przytłaczający sąsiadujące budynki. Galeria Młyńska – chaos architektoniczny, nie wiadomo którędy wejść do budynku, fasada od strony apteki ma charakter zaplecza – wskazuje te najgorsze z najgorszych pomysłów.

Małgorzata Stróżewska, dyrektor wydziału urbanistyki miasta, przypomina jednak, że za wygląd budynku, kształt i architekturę, odpowiada projektant. – Budynki pod względem architektonicznym mogą do siebie nie pasować, ale w sensie urbanistycznym nie są porażką – chodzi mi o skalę, wysokość, lokalizację – wyjaśnia. Zarazem podkreśla, że miasto nie może wymagać czegoś specjalnego. Wydział kreuje architekturę na tyle, na ile pozwala ustawodawca. Kontrola w odniesieniu do budynków polega na sprawdzeniu, czy projekt jest zgodny z warunkami technicznymi. Jeżeli wszystkie warunki formalne są spełnione, to tylko od uznania projektanta zależy, jak ten budynek będzie wyglądał. – Plan określa parametry: wysokość, szerokość elewacji, wysokość budynku, ewentualnie rodzaj dachu, obowiązującą linię zabudowy – zatem wskazuje jedynie brzegowe warunki. Natomiast co w te warunki zostanie wpisane, czy to będzie efektowna architektura, czy będzie wykonana z dobrej jakości materiałów, to wszystko zależy tylko od inwestora i projektanta – wyjaśnia M. Stróżewska.

Źle, źle, źle, a tu nagle ładnie
Nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że architekt musi umieć balansować między tym, co w jego ocenie jest ładne, a co nie, ale to jeszcze za mało – projekt musi też spełniać określoną funkcję i być zgodny z przepisami, którymi obwarowane jest dane przedsięwzięcie czy zadanie. Gorzowscy architekci poproszeni o wskazanie trzech udanych rzeczy i trzech bubli wskazują, że nie ma bezwzględnych kryteriów oceny. O gustach mogą podyskutować. Ale nie odważyliby się wymienić trzech najbrzydszych obiektów. – Budynki trzeba oceniać pod względem funkcjonalnym, wizualnym, urbanistycznym, także pod względem dobrego zagospodarowania terenu. Jest wiele aspektów, które trzeba wziąć pod uwagę. Nie można spojrzeć na budynek i od razu stwierdzić, że jest brzydki i do niczego. Dobrze jest się wczuć w projekt, żeby kogoś nie skrzywdzić pochopna opinią – podkreśla architekt Agata Stępińska.

Wojciech Plust, rodowity gorzowianin, artysta malarz, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Ocenia, że nowopowstające obiekty wyglądają tak, jakby każdy z nich pochodził z innej bajki. Według niego, to także efekt braku konsultacji. Startując w konkursie na plastyka miejskiego, przedstawił potrzebę konsultacji jako jeden z najważniejszych punktów swojego programu działania. – Brak możliwości wymiany poglądów prowadzi do przeświadczenia, że w mieście mamy zamknięte środowisko wzajemnej adoracji. To tak, jakby wykonywać zlecenia po kryjomu. Taką strategię można realizować, ale tylko na własnej posesji, a nie w sytuacji, gdy chodzi o miasto – zwraca uwagę plastyk.

Jacek Stróżewski specjalnie dla nas zdecydował się ocenić kilka gorzowskich projektów architektonicznych. Według niego Park 111 jest budynkiem nowoczesnym, dobrze zaprojektowanym. Ale brakuje mu wyraźnego podziału działek na elewacji – chodzi o odwzorowanie historycznej zabudowy. Bo tuż za nim jest zachowanych kilka historycznych budynków. Titanic przy katedrze to projekt budzący kontrowersje, ale przyznaje, że jest świetnie wkomponowany w narożnik. Zupełnie nie przeszkadza mu to, że jest szklany, a tuż obok stoi katedra. Poczta przy Jagiellończyka zbiera skrajnie różne oceny. Jacek Stróżewski miał projektować ten obiekt, ale w końcu się wycofał. Uważa, że budynek jest zrobiony z pomysłem, ale powinien być zlokalizowany na Górczynie. – Nie pasuje do istniejącej zabudowy, podobnie zresztą jak budynek Urzędu Wojewódzkiego. Spokojnie mogę powiedzieć, że jednym z najbrzydszych obiektów w mieście jest właśnie UW – ocenia.

Co robić, aby było lepiej?
Rok temu rozstrzygnięto konkurs na koncepcje modernizacji centrum. Wcześniej też były wykonane podobne opracowania. Specjaliści podkreślają, że wykonanie większości elementów tych koncepcji ma charakter długoterminowy i może być zrealizowane w ciągu 30, nawet 50 lat. – To, że najnowsza koncepcja nie jest do zrobienia natychmiast, to jasne. Ale jest przynajmniej od czego zacząć. Można wyeliminować elementy najbardziej kosztowne i realizować to, na co pozwalają finanse miasta. Każde tego rodzaju opracowanie architektoniczne niesie w sobie potencjał, który można wykorzystać – zauważa J. Stróżewski.

Może jednak lepsza jest skromna koncepcja, za to od razu sukcesywnie wdrażana? – pytamy. – Trudno wyrokować. Mamy za to inne inwestycje. Porządkowane są inne dziedziny, ale akurat nie ta – zaznacza J. Stróżewski. Dodaje, że już ponad 10 lat temu można było rozpocząć korzystanie z funduszy unijnych – wykorzystać je na rewitalizację. Niestety, z różnych przyczyn nie opracowano całościowego planu rewitalizacji dla Śródmieścia. Agata Stępińska dodatkowo zwraca uwagę , że w mieście powinna się wywiązać poważna dyskusja na temat koncepcji urbanistycznej i architektonicznej, na temat wizji naszego miasta.

W. Plust również podkreśla, że projekty trzeba przedyskutować. Wymiana zdań powinna się toczyć wśród plastyków i architektów. Wtedy nie byłoby takich niewypałów jak Dominanta czy skandal z fontanną Pauckscha. Nie wyobraża sobie, żeby sprawa zagospodarowania centrum była sprawą jednej pracowni. – Jeżeli konsultacje zostałyby podjęte, to zyskałoby na tym całe miasto i mieszkańcy – zauważa.

M. Stróżewska, wyjaśnia, że substytutem koncepcji był konkurs na zagospodarowanie centrum sprzed dwóch lat. W ten sposób magistrat chciał uzyskać odpowiedź na pytanie, jak postrzegają nasze problemy inni i jakie zmiany komunikacyjne możemy przeprowadzić dla śródmieścia. To miał być pierwszy krok przed podejmowaniem kolejnych decyzji. Wszystko dlatego, że jednym z podstawowych zadań jest rozwiązanie problemu komunikacyjnego w centrum. – Dzięki konkursowi uświadomiliśmy sobie, że bez kolejnego mostu po zachodniej stronie trudno myśleć o wyprowadzeniu ruchu kołowego z centrum i zastąpieniu go pieszą przestrzeń publiczną – podkreśla dyrektor M. Stróżewska.

Obecnie najistotniejszym zadaniem jest zabezpieczenie terenów pod budowę nowych układów komunikacyjnych. Miasto nie przystąpiło do realizacji tego planu z powodu ograniczonego budżetu. Wydział na razie prowadzi działania zachowawcze polegające na niewydawaniu decyzji, które mogłyby w przyszłości zaszkodzić, czy uniemożliwić realizację tej koncepcji. – W przypadku konkursu nie było naszym zamiarem skorzystać w całości z jednej przedstawionej koncepcji. W centrum jest tyle problemów, że nawet nie liczyliśmy na to, że jedna koncepcja rozwiąże wszystkie. Nagrodzone prace wskazywały utworzenie swoistego „ringu” dookoła centrum i przeznaczenie ulic w ścisłym śródmieściu dla ruchu pieszego. Wszystko wskazuje na to, że taki plan będzie realizowany – zauważa M. Stróżewska.

A co zmieniłby w podejściu magistratu do architektury miejscowy projektant młodego pokolenia, który nie chce zdradzać swojego nazwiska. – Nie inwestować w kosztowne perełki. Stawiać na równomierny rozwój tkanki miejskiej. Stworzyć plan przejęcia bloków przy Sikorskiego, bo nie da się stworzyć nowego centrum bez zlikwidowania budynków z lat 60. Wybudować nowe domy komunalne i tam przekwaterować mieszkańców – to nie musi być rewolucja, ten proces może być rozłożony na wiele lat i nie musi być wcale uciążliwy. Realizacja takiego przedsięwzięcia to same zyski: nowi inwestorzy w centrum – nowe dochody dla miasta – w efekcie uporządkowane centrum. Magistrat musi zacząć mieć wpływ na rozwój miasta. Tymczasem, utrzymując bałagan w centrum, trwoni pieniądze – odpowiada nasz rozmówca.

Wydział urbanistyczny obecnie przygotowuje kilka planów zagospodarowania przestrzennego. Jeden z nich obejmuje tereny Zakanala – od ul. Poznańskiej do rzeki Warty oraz od kanału Ulgi do granic miasta. Są tam duże problemy związane z podtapianiem i chaotyczną zabudową. Miejscy urbaniści opracowują też plan dla strefy przemysłowej po zachodniej stronie miasta, w kierunku na zachód od obwodnicy. Z kolei w centrum robią jeden plan dla ul. Strzeleckiej. – To duży odrębny temat z problemami o dużej skali – podkreśla dyrektor M. Stróżewska.

Co sądzi W. Plust o wskazanych przez nas elementach gorzowskiej architektury? O Dominancie mówi, że wyróżnia się szczególną brzydotą. Nawet osoby, które nie są w temacie, czują, że coś jest nie tak w ich otoczeniu. Z kolei Słowianka spełnia swoje funkcje, również te estetyczne. Jest ciekawie wkomponowana w otoczenie. Nie straszy rozmiarem, betonem, czy szkłem. Widać, że materiał, z którego została wykonana, jest architektonicznie przetworzony. Pozytywnie ocenia budynek przy Studni Czarownic o dość nowoczesnej formie. Uważa, że to ogromna sztuka wkomponować nowe elementy tak, aby współgrały ze starymi, tworząc nową, przyjemną w odbiorze plastyczną całość. Tytanica lubi za nowoczesność. Uważa, że budownictwo w Gorzowie powinno pójść właśnie w takim kierunku. Zaznacza, że to „stempel” podbijający naszą obecność po wojnie. Zwraca jednak uwagę, że powinien harmonizować ze starą zabudową. – Gdyby sąsiadował ze stuletnimi budynkami, to byłoby to bardziej znośne. Obiekt stanął jednak akurat obok najstarszego gorzowskiego zabytku, katedry. Z architektonicznego punktu widzenia to za duży kontrast. Katedra to nie tylko obiekt sakralny, ale też symbol Gorzowa. Dlatego powinna mieć naturalny „oddech” z każdej strony. Tytanic to wyraźnie zakłóca – podsumowuje W. Plust.

Adam Oziewicz & Marcin Cichoń

  1. Adres redakcji:
  2. ul. Łokietka 32/40 (kaskada, III p.)
  3. 66-400 Gorzów Wielkopolski
  1. Nasze telefony:
  2. redakcja: 95 736 62 22
  3. sekretariat: 95 736 62 22 wew. 100
  4. reklama: 95 736 62 22 wew. 102
  1.  
  2.  
  3.  
  1. Copyright 2017 tylko gorzów
  2. Design by trzyGieGRX design studio
  3. 14450