Środa 13.12.2017

Nasza szkoła – kuźnia talentów czy fabryka ludzi przeciętnych?

Raport „tg”
Nauczyciele bez ujawniania swoich danych, a rodzice bez patyczkowania i wprost narzekają na poziom oświaty. Wskazują nawet przyczynę. Uważają, że większość nauczycieli cierpi na wtórny analfabetyzm i lenistwo. Prowadzący instytucje odpowiedzialne za oświatę tonują oceny. Podkreślają, że nie ma nic trudniejszego, niż ocenianie tych, którzy oceniają nasze dzieci.

Nikt nie ma wątpliwości, że fundamentem oświaty jest relacja nauczyciel – uczeń. Szkoła, dyrekcja i rada rodziców ma na wszelkie sposoby wspierać tę relację. Z kolei wydział edukacji pełni rolę organizacyjną, zapewnia bazę materialną, powołuje dyrektorów. Kuratorium Oświaty nie zarządza, nie organizuje, ale kontroluje jakość pracy. Wizytator może w każdej chwili wejść na lekcję. Każda szkoła ma swojego kontrolera w KO. Może on, na przykład, prowadzić hospitację diagnostyczną – sprawdza, czy nauczyciel dzieli klasę na słabszych i lepszych, czy dobrze sobie radzi z organizacją lekcji w tego rodzaju podgrupach. Wojewódzki Ośrodek Metodyczny pełni rolę doradczą, zajmuje się awansem zawodowym, pomocą młodym nauczycielom. Dyrektorzy zalecają swoim nauczycielom uczestnictwo w kursach WOM-u. Wśród plusów sytemu nauczyciele najczęściej wymieniają to, że wiele zależy od nich samych, od ich kompetencji i zaangażowania. Gdy mówią o minusach najczęściej słychać o uciążliwej biurokracji, przez którą dobro ucznia staje się najmniej ważnym elementem nauczania.

Nie ma niezawodnego systemu, tak jak nie ma wzoru nauczyciela
Sami nauczyciele podkreślają, że żaden system oświatowy nie gwarantuje sukcesu w dziedzinie nauczania. System oświatowy jest tak skonstruowany, aby móc wychwycić talenty – ale wiele zależy od samego nauczyciela. Może być tak, i pewnie się tak zdarza, że jak zdolny uczeń nie trafi na dobrego nauczyciela to się zmarnuje – będzie siedział i nudził się na lekcji. – Nasi nauczyciele są leniwi! Nie solidaryzuję się z tą grupą. Dlatego też nie mam ochoty tego ukrywać. Wielu nauczycieli podchodzi indywidualnie do uczniów, robi dobrą robotę, ale ci są w zdecydowanej mniejszości. Ciągle dominują leniwi lub wypaleni zawodowo – mówi nam z przekonaniem jedna z gorzowskich nauczycielek.

Większość nauczycieli nie różnicuje skali trudności podczas sprawdzianów. A w podstawówce bez tego nie da się dobrze uczyć – w klasie są uczniowie o różnych możliwościach. – Żeby coś takiego zrobić to trzeba ruszyć tyłek. Tymczasem nauczyciele narzekają na to, że ich uczniom nie chce się uczyć. Wtedy mówię: nie oczekuj od swoich uczniów wiele, gdy sam niewiele robisz – opowiada nasza rozmówczyni, nauczycielka z kilkunastoletnim stażem.

W Kuratorium dowiadujemy się, że nie ma wzorca doskonałego nauczyciela. Za to oceny pracy nauczycieli dokonuje dyrektor na podstawie określonych procedur. Z kolei Kuratorium ocenia dyrektorów, wykorzystując odpowiednie szablony i narzędzia. Spróbujmy zatem stworzyć obraz dobrego nauczyciela – namawiamy Radosława Wróblewskiego, od grudnia ubiegłego roku jest zastępcą Lubuskiego Kuratora Oświaty. – To osoba, której zależy na dobrej komunikacji z wychowankami, niezależnie od tego, jaki poziom prezentują. Stara się zrozumieć swoich uczniów, potrafi z nimi rozmawiać – słuchać, zadawać pytania, dyskutować i żartować. Nieustannie doskonali swój warsztat pracy i potrafi spojrzeć na niego krytycznie – odpowiada wicekurator.

Z pierwszej szkoły pamiętamy nauczycieli
Agnieszka Moskaluk, z wykształcenia polonistka, dziennikarka, wydawca miesięcznika „Gorzów in touch”, ma sprecyzowany pogląd na temat oświaty. Gdy rozmawia z córką o jej szkole i nauczycielach, to ma wrażenie, że czas stanął. Że jest tam ciągle ten sam pan od wuefu, który nie może sobie poradzić z własnymi kompleksami. Łata je, wyżywając się na uczniach. Ciągle jest pani, która nie potrafi zbudować autorytetu inaczej, jak krzycząc na dzieci. Gdy nie panuje nad sytuację w klasie, to robi kartkówkę z czego innego, niż zapowiedziała. – Mam też dobre wspomnienia. Świetnie pamiętam moją nauczycielkę z klas 1-3, to pani Agnieszka Nadolna – była strasznie fajna, była jak mama. I przytuliła, jak coś nie szło, i wytarła nos. A jak postawiła dwóję, to dokładnie wytłumaczyła za co. Ze starszych lat najlepiej wspominam panią od polskiego – opowiada dziennikarka. Z kolei jej córka, Kalina, świetnie wspomina swoją pierwszą wychowawczynię, panią Dorotkę. Na pewno ważnym nauczycielem był dla niej pan od historii, który obecnie jest jej trenerem sportów walki.

Jerzy Kaliszan, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego, zwraca uwagę, że szkoła podstawowa to najważniejszy etap nauczania, bo nie da się powtórzyć pierwszego wrażenia. Wejście dziecka do szkoły i pierwsze etapy wtajemniczeń decydują o jego relacji ze szkołą na długo, a czasami na zawsze. – Prawdą jest, że edukacja wczesnoszkolna, 1., 2. i 3. klasa, powinna być okresem szczególnie chronionym, bo wtedy kształtuje się osobowość dziecka. Albo mamy osobowość przysposobioną do szkoły, albo osobowość z urazami, kompleksami, zablokowaną, z ranami, których w kolejnych klasach żaden nauczyciel nie naprawi – zaznacza dyrektor WOM-u.

To dlaczego właśnie do podstawówek trafiają nauczyciele młodzi, najmniej doświadczeni? – podpytujemy. – Przez lata pokutowało przeświadczenie, że im niższa klasa, tym nauczyciel może być mniej wykształcony. Powiem wprost, że przez wiele lat boksowałem się z takim podejściem. Fakt, że pensum wiedzy, jakie musi posiadać nauczyciel w klasie pierwszej, jest mniejsze, niż nauczyciela prowadzącego lekcję w klasie pierwszej liceum. Ale jest odwrotna proporcja innych umiejętności, które musi posiadać nauczyciel w klasie pierwszej podstawówki w stosunku do nauczyciela z liceum. To obiegowe myślenie zostało już skorygowane – praktyka pokazała, że im mniejsze dziecko, tym więcej wymaga zabiegów ze sfery wychowawczej, czyli kompetencji psychopedagogicznych od nauczyciela, niż to się kiedyś wydawało – odpowiada J. Kaliszan.

Dobra i zła szkoła
W środowisku nauczycielskim, również wśród rodziców, najlepiej notowana jest SP nr 15. Zdarza się nawet, że rodzice przemeldowują swoje dzieci do znajomych tylko po to, żeby być w rejonie przynależnym do tej szkoły. A o co chodzi? Piętnastka od kilku lat ma najwięcej laureatów olimpiad przedmiotowych. Mówi się, że dyrekcja jest wymagająca, ale przy tym konkretna i dobrze przygotowana merytorycznie. Ale to nie wszystko. Uczniowie z SP nr 15 zajmują wysokie miejsca w konkursach kuratoryjnych (są dwa rodzaje: humanistyczne i matematyczno-przyrodnicze). Patronat nad konkursem ma Kuratorium Oświaty. Najpierw są eliminacje szkolne, potem rejonowe, kolejny etap to eliminacje wojewódzkie. – Na rejonie startuje około setka dzieci. Każde, które rozwiąże zadania na poziomie powyżej 85 procent, wchodzi do etapu wojewódzkiego. Jeżeli uczeń znajdzie się w konkursie na etapie wojewódzkim, to jest to splendor dla szkoły, ucznia i nauczyciela prowadzącego – dyrekcja z uznaniem klepie po plecach pedagoga – przedstawia sytuację jedna z nauczycielek.

Wielu uczniów z piętnastki jest wysoko w tych konkursach – to stała tendencja, świadczą o tym wyniki testów opublikowanych na stronie internetowej Kuratorium Oświaty. Konkursy to jednak drugi plan. – Najważniejsze jest to, że systematyczną pracą zbudowali sobie pozycję – od kilku lat są w czołówce wyników egzaminów szóstoklasistów – zauważa nasza rozmówczyni.

Mówi się też o najgorszych szkołach, ale nie aż tak jednoznacznie jak o najlepszej. Wymieniane są SP 4, 12 i integracyjna 16. Gdy są słabe wyniki, to dyrekcja szkoły wraz z Kuratorium zarządzają wprowadzenie programu naprawczego. Analizowane są wyniki poszczególnych zadań rozwiązywanych przez konkretnych uczniów – to robota nauczyciela. Po takiej analizie wszystko jest jasne. Potem realizowany jest program, który ma poprawić wiedzę w danych działach przedmiotu. Jednak to dotyczy już następnych roczników. Bo na poprawę szóstoklasistów zdających w danym roku nie ma już czasu. – Naprawdę wiele zależy od podejścia i odpowiedzialności nauczycieli. Każdy rzetelny wychowawca powinien powiedzieć rodzicom, z czym dziecko ma problemy. Bo nauczyciel dokładnie wie, z czym dziecko ma kłopot – podkreśla jedna z nauczycielek.

Przed laty A. Moskaluk zdecydowała, że najlepszym rozwiązaniem dla jej córki będzie szkoła prywatna – mniejsza klasa, lepsza opieka, a w pakiecie są zajęcie dodatkowe pod jednym dachem. Dziecko odbierała ze szkoły po dodatkowym pianinie, tańcu, basenie, czy lekcji angielskiego. – Poszliśmy do szkoły, córka jeszcze jako mała dziewczynka musiała ją zaakceptować – wyrazić opinię, że szkoła jej się podoba. Początki były rzeczywiście fajne. Ale z biegiem czasu doszłam do wniosku, że podoba mi się ona coraz mniej. Nie chodzi o coś konkretnego, ale miałam wrażenie, że w szkole wszystkim coś siadło. Z nauczycieli zeszło powietrze, jakby stracili motywację do pracy. Paru fajnych nauczycieli odeszło i już nie było to samo – relacjonuje.

Po podstawówce prywatnej rodzice zdecydowali, że gimnazjum będzie już publiczne. Kalina poszła do gimnazjum z bardzo dobrze napisanym egzaminem szóstoklasistów i z dobrym świadectwem, dlatego trafiła do dobrej klasy matematyczno-przyrodniczej. Pani Agnieszka strasznie polubiła te dzieciaki. – Są inteligentni, ale trudni. Zadają trafne pytania. A jak jest nudno na lekcji, to nie boją się powiedzieć, że się nudzą – zdradza.

Nasza rozmówczyni zauważa, że nie ma różnicy w poziomie wiedzy między uczniami z podstawówek publicznych i prywatnych. Mało tego, wydaje jej się, że relacje, które panują w szkole na płaszczyźnie uczeń-uczeń, czy uczeń-nauczyciel, są dużo zdrowsze niż w szkole prywatnej. – Wiadomo, że szkoły prywatne czy społeczne mają lepsze wyniki na egzaminach, ale takie jest prawo liczb. W takiej szkole są przecież wybrane dzieci – jedna z gorzowskich prywatnych szkół, zanim przyjmie dziecko, robi casting, wybiera dzieci z najlepszym wynikiem podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Jeżeli sobie wybierzesz najzdolniejszych, to nic dziwnego, że potem masz dobre wyniki końcowe – podkreśla A. Moskaluk.

Jak się dowiadujemy w WOM-ie, od niedawna istotą miary osiągnięć uczniowskich jest to, że bada się, z czym uczeń przyszedł do szkoły, oraz porównuje ze stanem wiedzy na końcu nauki w tej szkole – bada się przyrost wiedzy i umiejętności. Jeżeli przyrost jest nieznaczny, to bez względu na to, jaki uczeń przyszedł , nie świadczy to najlepiej o tej szkole.

Trudno oceniać tych, którzy nas oceniają
Aby przygotować nasz raport, dzwonimy do pani wizytatorki z Kuratorium, z wydziału diagnoz, analiz i strategii edukacyjnej, z prośbą o rozmowę na temat kluczowych zagadnień oświaty – liczymy na dane, informacje u źródła. W słuchawce słyszymy, że pani nie ma uprawnień do takich rozmów. W końcu odsyła nas do dyrektor wydziału. Od niej słyszymy to samo – odsyła do kuratora wojewódzkiego. Okazuje się, że w oświacie trudno o rozmówców, którzy chętnie ocenią sytuację w instytucjach oświatowych. Dlaczego tak jest?

Jerzy Kaliszan wyjaśnia: – Wszystko przez to, że nie ma jasnych, czytelnych kryteriów, według których szkoły moglibyśmy oceniać. Media próbują takie rankingi tworzyć, np. według liczby uczniów, którzy zajmują dobre miejsca na olimpiadach przedmiotowych, czy według kuratoryjnych konkursów przedmiotowych. Ale są to zawsze rankingi tworzone w bardzo wąskim zakresie i zupełnie nie odzwierciedlają jakości pracy szkoły.

Między innymi dlatego w ostatnich latach egzaminy stały się miernikiem jakości pracy szkół – co roku ogłaszane są wyniki egzaminów, które szkoły rankingują. Po sprawdzianie w klasie szóstej, po egzaminie gimnazjalnym, po maturze. W mediach znajdujemy rankingi szkół ułożone według ilości punktów uzyskanych przez uczniów. Specjaliści podkreślają, że właściwością takich corocznych list jest to, że nie ma gorzowskiej szkoły, która by zawsze była na górze rankingu. – Jeżeli co roku uważnie się obserwuje, to łatwo zauważyć, że szkoła, która była na górze, w następnym roku może być znacznie poniżej dotychczasowego poziomu. Zatem nie jest tak, że któraś szkoła jest na zawsze dobra. Dlatego na pytanie, co ta szkoła zrobiła, żeby osiągnąć świetny wynik, nie jest łatwo odpowiedzieć. Jeżeli szkoła zawsze lokuje się gdzieś w górnych przedziałach, to znaczy, że znalazła sposób na przygotowanie uczniów do egzaminów. Trzeba jednak wiedzieć, że wynik jest efektem pracy nauczycieli, ale nie tylko – wpływa na niego kilkadziesiąt czynników, i tych szkolnych, wewnętrznych, i tych zewnętrznych, na które szkoła specjalnego wpływu nie ma – podkreśla dyrektor WOM-u.

Kuratorium nie prowadzi rankingu szkół. Wicekurator R. Wróblewski wskazuje jednak, że wiedzę na ten temat posiada wydział edukacji Urzędu Miasta. Co jest podstawą tego rodzaju klasyfikacji? – pytamy. – Z pewnością wyniki egzaminów zewnętrznych: sprawdzian po szkole podstawowej, egzamin gimnazjalny i matura. Co decyduje o jakości kształcenia w podstawówkach? Po pierwsze, potencjał w danej populacji uczniów. Po drugie, sposób i metody pracy zespołu nauczycieli. Po trzecie, poziom kierowania szkołą. Są to trzy kluczowe elementy, od których zależy sukces szkoły – odpowiada.

Rarosława Wróblewskiego poprosiliśmy też o ocenę systemu. Co jest najsłabszym ogniwem naszej oświaty? – Nie da się jednoznacznie wskazać. Trzeba wziąć pod uwagę, na jakim poziomie wiedzy i umiejętności są uczniowie, którzy przychodzą do szkoły oraz co zrobimy z tym materiałem ludzkim. Jeżeli okaże się, że mamy dzieci z różnymi deficytami, zaniedbaniami społecznymi i środowiskowymi, to może być tak, że nie pójdziemy z nimi na tzw. wysoki poziom nauczania, uwieńczony dobrze zdanym egzaminem zewnętrznym. Za to może uda nam się cokolwiek w tych dzieciach poprawić, co, niestety, nie będzie widoczne przez pryzmat wyników egzaminów zewnętrznych, czy uczestnictwie w konkursach wiedzy. Jednak to, że dzieci z tej klasy, czy szkoły zrobią postęp, to już jest dużo dla tego środowiska.

Słaby nauczyciel jest nie do ruszenia
– Nie słyszałam o tym, żeby jakiś nauczyciel w Gorzowie został wyrzucony ze szkoły za to, że jest słaby. Nauczyciel, który ma kłopoty wychowawcze, czy słabo uczy, może dostać naganę albo nie będzie wyróżniany, ale to wszystko, co można mu zrobić. Taki nauczyciel, jeżeli tylko chce, może bez problemów uczyć w szkole do końca aktywności zawodowej – mówi wprost jedna z naszych rozmówczyń, od wielu lat uczy w jednej z gorzowskich podstawówek.

A. Moskaluk uważa, że problem ze słabym nauczycielem polega na tym, że w papierach mu się wszystko zgadza. Ma milion teczek, a w nich same sukcesy. Tylko jak przyjdziemy na jego lekcje, to się okazuje, że młodzież go nie szanuje, a na dodatek nie radzi sobie z tym, żeby ich czegokolwiek nauczyć, bo nie lubi uczyć i nie lubi samych uczniów. – Jest wielu świetnych nauczycieli, którym Karta Nauczyciela nie jest do niczego potrzebna – podkreśla.

Dziennikarka uważa, że zniesienie Karty Nauczyciela to punkt wyjścia do tego, żeby poprawić system. Bo teraz, jeżeli jesteś fajnym nauczycielem, lubisz uczyć młodzież, kręci cię ta robota, to jesteś w środowisku postrzegany jak szaleniec. Prawdziwy nauczyciel działa wbrew sobie – z jednej strony ma papierologię, której nikt za niego nie zrobi, a z drugiej strony ma ludzi, za których odpowiada, za ich wiedzę, za ich przyszłość, bo tak o tym trzeba myśleć. W efekcie większość nauczycieli robi tylko to, co powinno, a to z kolei o wiele za mało. – Najczęściej jest tak, że masz opracowanie zrobione przez lepszych od siebie i klepiesz je bezmyślnie na okrągło. Śmiem twierdzić, że nauczyciele to grupa zawodowa, która średnio się rozwija. To w większości ludzie, którzy nie mają wewnętrznej potrzeby doskonalenia swoich umiejętności, poszerzania swojej wiedzy, doczytywania czegoś, co nie koniecznie im jest potrzebne na lekcję – ocenia A. Moskaluk.

Światło w tunelu
Bogumiła Hałas, nauczycielka fizyki z siedemnastoletnim stażem, od trzech i pół roku jest dyrektorem szkoły podstawowej i gimnazjum nr 6 przy Gwiaździstej. Podkreśla, że bez względu na to, czy jest to szkoła podstawowa, czy liceum, czy jest to uczeń, który ma trudności w nauce, czy zdolny – każdego trzeba traktować indywidualnie. Proces indywidualizacji jest jednak trudny. Słabszy wymaga pomocy. Z kolei zdolnego trzeba umieć zmotywować, żeby chciał wiedzieć więcej – żeby za 10 lat nie powiedział: mój profesor mógł mi podpowiedzieć jakąś ścieżkę, ale tego nie zrobił.

Zatem wszyscy wiedzą, jak powinno być. Nie ma już dyskusji na temat kierunku, który oświata powinna obrać. Nie ma też problemów z pomocą metodyczną. – Reasumując, założenia systemu są dobre, ale ciągle brakuje indywidualizacji nauczania dla poszczególnych grup, bo to wymaga wielkiej pracowitości od nauczycieli – potwierdza opinie B. Hałas jedna z naszych rozmówczyń.

Radosław Wróblewski zwraca uwagę, że, mówiąc o kuźni talentów, ludzie najczęściej mają na myśli pracę z olimpijczykiem, który startuje w konkursach, zdobywa nagrody. W mieście są takie kuźnie. Najlepszym przykładem jest II LO, które w ostatnich latach w rankingu „Perspektyw” plasuje się najwyżej z gorzowskich szkół. Liczba ludzi zdolnych stanowi jednak nieznaczny procent populacji. Lepiej zapytać: czy potrafimy pracować z uczniami – których dostajemy w szkole podstawowej, a później w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych – w taki sposób, żeby mogli dojrzewać pod względem wiedzy i umiejętności.

Jerzy Kaliszan nie ma wątpliwości, że dobrym zjawiskiem w oświacie jest to, że coraz większy wpływ na to, kto dziecko uczy, wywiera rodzic. Rada rodziców ma prawo na ten temat zgłaszać swoje uwagi. Na tym polega demokratyzacja szkoły – uczniowie i rodzice mają coraz silniejszy głos. – Szkoła ma zapewnić szansę na dobre życie. Niezależnie od poziomu szkoły ma ona otworzyć możliwości. Dlatego, szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to, kto jest dyrektorem i czy ma wielu olimpijczyków. Bo szkoła jest dla dzieci i rodziców. Gdy słyszę narzekających nauczycieli, to zawsze podpowiadam: trzeba mieć świadomość, że nauczyciel jest dla ucznia – podsumowuje dyrektor WOM-u.

Jerzy Kaliszan, dyrektor WOM: – Specyfiką naszej edukacji są częste zmiany. Dlatego naszą rolą zawsze jest, aby być pięć minut przed nauczycielem, aby móc go przygotować do zmian.

Agnieszka Moskaluk, dziennikarka: – Najbardziej nie podoba mi się, że w systemie edukacji ciągle się coś zmienia. Zmieniają się rządy, zmieniają się opcje polityczne i zmienia się też sposób myślenia o edukacji i szkolnictwie. Każdy następny minister nie ma ambicji kontynuowania pracy poprzednika.

Jedna z nauczycielek, nie chce zdradzić swoich danych: – Rzeczywiście jest dużo biurokracji. Dla niektórych nauczycieli jest to duża bariera. Mogę powiedzieć, że mam szczęście, bo mam smykałkę do papierkowej roboty i mi to szybko idzie. Ale są tacy nauczyciele, którzy się po prostu nie wyrabiają z papierami, siedzą po nocach i nie starcza im energii do pracy na lekcjach. W dużej mierze przez biurokrację w szkole żyje się i pracuje zadaniowo, czyli od zadania do zadania – bez szerszej perspektywy, bez określania celów długoterminowych.

Bogumiła Hałas, dyrektor szkoły podstawowej i gimnazjum nr 6 przy Gwiaździstej: – W szkołach ważną rolę mają do odegrania doradcy, którzy potrafiliby zdiagnozować predyspozycje zawodowe ucznia. Na pewno jest potrzeba większej ilości zajęć pozalekcyjnych. Bardzo brakuje także zajęć praktyczno-technicznych. Warto pomyśleć o ofercie, która byłaby skierowana do mniej zdolnych uczniów. Bo nie da się rzetelnie oceniać szkoły wyłącznie po liczbie uczniów najzdolniejszych.

Radosław Wróblewski, zastępca Lubuskiego Kuratora Oświaty: – Szykuje się rewolucyjna zmiana w nadzorze pedagogicznym. Nastąpi reorganizacja Kuratorium Oświaty. Polegać będzie na konsolidacji administracji oświatowej. Część kompetencji związanych z realizacją programów rządowych, które posiada kurator, przejdzie do wojewody. Nadzór pedagogiczny będzie zajmować się badaniem pracy szkół i jej jakości. To będzie ewaluacja, kontrola i nic poza tym.

Adam Oziewicz, Marcin Cichoń

  1. Adres redakcji:
  2. ul. Łokietka 32/40 (kaskada, III p.)
  3. 66-400 Gorzów Wielkopolski
  1. Nasze telefony:
  2. redakcja: 95 736 62 22
  3. sekretariat: 95 736 62 22 wew. 100
  4. reklama: 95 736 62 22 wew. 102
  1.  
  2.  
  3.  
  1. Copyright 2017 tylko gorzów
  2. Design by trzyGieGRX design studio
  3. 14450