Piątek 20.10.2017

W co wierzymy?

Jakie idee przyświecają działaniom gorzowian? Co jest dla nas ważne? W końcu, w co wierzymy? Oto kluczowe pytania, na które odpowiadamy w dzisiejszym raporcie.

– Gorzowianie w nic już nie wierzą – zauważa z troską Piotr Klatta, politolog, wykładowca gorzowskiej PWSZ. Zatem nie idą w kierunku nowych rozwiązań. Niczego nie odkrywają. Zdroworozsądkowe podejście każe im podążać po najmniejszej linii oporu, czyli nie kierować się w stronę nowości, nie poszukiwać niczego, nie ufać nikomu, kto mówi, że będzie lepiej, bo i tak wiadomo, że nic nie zrobi. To oznacza stagnację.

Chodzimy do kościoła i nie przejmujemy się tym, co jest zawarte w nauczaniu. Interpretujemy je na własny sposób. Z drugiej jednak strony gorzowianie stają się pod względem religijności coraz bardziej wyrobieni i coraz więcej wymagają od swoich kapłanów. – Ludzie narzekają, że ciągle są te same kazania. Dyskusja nie toczy się już o armaturze łazienkowej, czy wymianie okien, ale o tym, że kazanie po raz kolejny było nieciekawe – zauważa wykładowca. Dodaje też, że kościół zaczyna dostrzegać, iż wierni sami dbają o swój rozwój duchowy, dużo czytają interesują się przedkładając to ponad uczestnictwo w życiu parafialnym. Są to osoby inteligentne, wykształcone, niejednokrotnie dobrze zaznajomione z Pismem Świętym, które kontestują lokalną parafię. W wielu miejscach gdzie dochodzi do takich zmian: są ciekawsze kazania, występuje większa neutralność światopoglądowa.

Opinii wykładowcy nie potwierdzają wyniki sondy przeprowadzonej specjalnie na potrzebę naszego raportu. Na nasze pytania odpowiedziało 40 osób. Połowa z nich to uczniowie szkół ponadgimnazjalnych. W sondzie wzięły również udział osoby rozpoczynające aktywność zawodową, studenci. 32. ankietowanych zadeklarowało wiarę w Boga, ale tylko 22. z nich uważa się za osoby religijne, pozostałe aż 18. wskazały, że nie są religijne. Na pytanie o to, jaki jest według nich Bóg? – wskazaliśmy sześć określeń: dobry, groźny, ludzki, niematerialny, taki jak o nim myślimy, każdego dnia inny (ankietowany mógł wskazać co najwyżej dwa określenia) – najwięcej osób wybrało określenie dobry (15) i taki jak o nim myślimy (również 15). 9 osób wskazało, że Bóg jest ludzki. 7 niematerialny. Najmniej osób uważa, że Bóg jest groźny (4) i każdego dnia inny (3).

Co najbardziej chcieliby wiedzieć o Bogu nasi ankietowani? Czy jest? – wskazało 14. osób. Jaki jest? – 12., a gdzie jest? – 11. 3 osoby wskazały odpowiedź: nie myślę o Bogu. Z kolei, na pytanie o to, czym są dla ciebie święta religijne? – najwięcej osób wskazało okres rodzinnych spotkań (20), 12. że to czas refleksji, a 8, że to po prostu czas wolny.

W ankiecie zapytaliśmy także o to, czy chętnie rozmawiają o sprawach religijnych. Odpowiedź „tak” wskazało 19 osób, pozostali niechętnie rozmawiają na ten temat (21 osób).

Na pytanie, co jest dla ciebie najważniejsze (wskazaliśmy 6 wartości – najbliżsi/rodzina, pieniądze, szkoła/praca, mieszkanie, samochód, zupełnie coś innego). Najwięcej osób wybrało najbliższych (31), pieniądze (4), szkoła (praca) (2). Zupełnie coś innego podkreśliły 3 osoby. Ciekawe, że spośród odpowiedzi nikt nie wybrał mieszkania ani samochodu.

Duchowni mówią o wiernych
Ks. Andrzej Tomys, proboszcz parafii przy Niemcewicza przekazał nam, że w mszach na jego terenie regularnie uczestniczy 1600 – 1700 osób. To 25 procent osób, którą obejmuje parafia. Zwraca też uwagę, że aktywność religijna to także działalność w mniejszych wspólnotach religijnych, które obejmują około 250 parafian. Przy kościele działa 10 takich grup – niektóre są mniej liczne, inne bardziej. – Kościół jest bogaty w dzieła i przejawy kultu, które można wiązać z jakąś dziedziną życia i z różnymi aspektami religijności. Każdy ruch ma swoją charyzmę. Na przykład parafialny zespół Caritas – to wspólnota ludzi, którzy spieszą z pomocą innym. Ale to nie tylko praca polegająca na zorganizowaniu darów i ich podziale, to uwrażliwienie się na potrzeby innego człowieka. To osoby, które chcą czegoś więcej, mają odwagę i czas, aby działać na rzecz wspólnoty i swojej religijności. Przekrój wiekowy najaktywniejszych wiernych jest szeroki – zwraca uwagę duchowny.

Ks. A. Tomys podkreśla, że z siłą wiary jego parafian jest bardzo różnie. Na każdą osobę stara się spojrzeć indywidualnie. – Nie mamy prawa nikogo oceniać, bo ktoś, kto jest co niedzielę na mszy nie musi sprawiać wrażenia głęboko wierzącego. Przy bliższym spotkaniu pokazuje swoje doświadczenie i drogę życiową, czasem nawrócenie, zmianę w życiu, bardzo na serio traktuje swoją wiarę i rzeczywiście ona go inspiruje i pobudza do działania. I tak naprawdę realizuje się poza świątynią, w pracy, w życiu codziennym, w rodzinie, w zaciszu własnego domu. To tam ludzie prowadzą swoje życie modlitewne. W swoim środowisku są często apostołami czyniącymi dobro – zauważa. Z kolei, gdy dzieje się coś niewłaściwego w życiu człowieka obecnego w kościele to duchownemu znacznie łatwiej jest to wyłapać.

Na terenie parafii mieszkają ludzie, którzy kiedyś tworzyli zręby władzy w mieście i województwie. Są emerytowani wojskowi, dawne rodziny milicyjne. Jest wiele osób, których kontakt z kościołem jest sporadyczny. Ks. A. Tomys ocenia, że młodsza część mieszkańców, z pokolenia, które żyło w cieniu odzyskanej wolności, które doświadczyło wolności religijnej, nie do końca rozumie, że nasze wybory powinny być bardziej świadome. Ponadto w parafii jest sporo osób w podeszłym wieku, także takich które uczą się poza miastem lub wyjechały za granicę. – To sprawia, że w kościele jest mniej osób niż kiedyś. Nowe czasy oddaliły nas od Boga, od praktykowania tradycji religijnej – zauważa.

Osiedle Staszica – brzydko i niezbyt bogato. To trudna parafia? Czy tu jest gorzej z religijnością niż w innych? – pytamy księdza. – Przeciwnie, w tego rodzaju społecznościach jest więcej zaufania Bogu. Środowisko mniej zamożne ma mniej przeszkód w relacji osobistej z Bogiem. Nadmierne bogactwo jest niestety zagrożeniem dla człowieka. Ludzie, którzy mają więcej od innych uważają, że są panami świata. Sądzą, że za pieniądze wszystko sobie załatwią i zorganizują.

Duchowny głosząc kazanie czuje otwartość ludzi na Słowo Boże. Wierni przychodzą na mszę w większym lub mniejszym stopniu świadomie. Zrozumieniu sformułowań opartych na skomplikowanej symbolice np. Nowego Testamentu ma służyć homilia, która powinna podjąć myśli czytań mszalnych. – Nawet wyjaśniając tylko jedną kwestię stawiamy istotny krok do przodu, bo czytania powtarzają się cyklicznie, a Pismo Święte ciągle jest aktualizowane i wyjaśniane – zauważa ks. A. Tomys.

Rozmowy osobiste wiernych z duchownym najczęściej dotykają spraw życia rodzinnego, rzadziej wątpliwości w wierze. Członek wspólnoty szuka światła wiary dla spraw swojego życia, bo się pogubił. Został przez kogoś oszukany, czy zdradzony. Od strony czysto ludzkiej nie może sobie poradzić z relacją do innymi. Szuka podpowiedzi: co zrobić? jaką decyzję podjąć? Są też sprawy dotyczące relacji w pracy, problemy w małżeństwie. – Wspólnie szukamy podpowiedzi, jak można daną sytuację rozwiązać. Przez pryzmat zaufania do Boga i kapłana pewne sprawy łatwiej jest rozwiązać. Są też rozmowy i szukanie pomocy w dziedzinie potrzeb materialnych. Czasem wynikające z braku pracy, choroby w rodzinie. Rozmowy dotyczą też kłopotów wychowawczych z dziećmi. Rodzice szukają wsparcia, wiedząc, że ksiądz uczy w szkole i ma też rozeznanie w tego rodzaju problemach – zwraca uwagę ks. proboszcz z kościoła przy Niemcewicza.

Pastor Dariusz Chudzik, prowadzący Kościół Chrześcijan Baptystów mówiąc o swojej wspólnocie zwraca uwagę, że wierni biorą rzeczywisty udział w życiu kościoła. To osoby, z którymi ma stały kontakt. Wspólnota liczy około 80 osób. Nie są to osoby anonimowe, wszyscy się znają. Podkreśla, że zweryfikowanie poziomu religijności jest trudne, a niejednokrotnie niemożliwe. Wie jednak, co się dzieje z wiernymi. Jeżeli ktoś ma problem dotyczący wiary, to na pewno tego nie ukrywa, raczej stara się rozwiązać go wspólnie z innymi. Ponadto zaznacza, że nie ma takiego poziomu wiary, o którym można powiedzieć, iż jest zadowalający. – Zawsze dążymy do tego, aby być jak najbardziej dojrzali, chrystusopodobni – mówi pastor.

Nie zauważył, aby wierni odchodzili z prowadzonego przez niego kościoła. Przyznaje, że istnieje zjawisko wyjazdów młodzieży do miast akademickich. Ale młodzi ludzie nie odchodzą od wiary, zmieniają jedynie parafie – działają w miejscu swojego pobytu. Poznań, Głogów to miejsca, gdzie są nadal aktywni religijnie. – Niemniej zdarzają się osoby z którymi tracimy kontakt, rezygnują z wiary, ale takich sytuacji jest niewiele – zauważa.

Nabożeństwa, to główna forma kontaktu z pastorem, ale nie jedyna. Są też spotkania grup domowych. Jest ich kilka. W niewielkiej grupie osób jest okazja do modlitwy i rozmowy o swoich problemach. To forma bardzo przyjazna i korzystna dla wiernych. – Najczęściej rozmawiamy o życiu codziennym, ale na dobrą sprawę życia religijnego nie można oddzielać od życia codziennego. Nasze nauczanie jest mocno nakierowane na ukazanie praktyczności chrześcijaństwa. Rozważamy, jak będąc chrześcijanami możemy sobie radzić z trudnymi sytuacjami dnia codziennego. Nie może być tak, że jest życie i margines religijny – wiara ma wyglądać inaczej. Dążymy do tego, aby chrześcijaństwo było w centrum życia. Inaczej wiara nie ma sensu – podkreśla pastor D. Chudzik. Przyznaje też, że zdarzają się wątpliwości w wierze, dylematy. – Niektóre decyzje, kłócą się z naszymi przekonaniami i jest trudno być wiernym swoim zasadom i zarazem funkcjonować w społeczeństwie, które nie ma wiele wspólnego z chrześcijaństwem. Mamy trudne czasy dla wiary. Niemoralność jest mocno promowana. Widać rozluźnienie norm moralnych w społeczeństwie. Na pewno nasza wspólnota nie pozostaje bez wpływu na te tendencje, ale robimy wszystko żeby nie ulec, aby zachować swoją tożsamość.

Pastor zaznacza, że można być dobrym chrześcijaninem i sprawnie funkcjonować w społeczeństwie, którego system wartości jest inny od chrześcijańskiego. Chrześcijaństwo nie jest prymitywne i antyspołeczne. Jest za to wartością, która może sprawić, że społeczeństwo będzie funkcjonować dobrze.

Parafia prawosławna gromadzi kilkadziesiąt rodzin z Gorzowa i powiatu gorzowskiego. Ks. Bazyli Michalczuk, duchowny kościoła prawosławnego zwraca uwagę, że zdecydowana większość wiernych to osoby dojrzałe i starsze. Młodzież i dzieci stanowią około 20 procent wspólnoty. Gorzowska parafia należy do jednej z pięciu diecezji kościoła prawosławnego (wrocławsko-szczecińska). W Polsce kościół prawosławny prowadzi dziesięciu biskupów. – Przynależność religijna jest związana z narodowością – zauważa ks. B. Michalczuk. Na Prawosławie przechodzą również katolicy. Przyczyny? – Najczęściej to małżeństwa mieszane – wskazuje ks. B. Michalczuk, gdy oboje zdecydowali się na wyznanie prawosławne.

Jak z poziomem wiary wśród wiernych? Ks. B. Michalczuk podkreśla, że to kwestia trudna do zweryfikowania. Zaznacza jednocześnie, że 60 proc. osób będących we wspólnocie regularnie uczestniczy w nabożeństwach. Nie brakuje w parafii wiernych bardzo mocno zaangażowanych w życie liturgiczne – to grupa kilkunastoosobowa, ludzie którzy potrzebują regularnej modlitwy. Ponadto jest spora grupa wiernych, którzy na nabożeństwach bywają sporadycznie. – Jeżeli ktoś chodzi do cerkwi w kratkę, to zwykle ma swój powód – na przykład musi pokonać ponad 50 km i po prostu nie może sobie pozwolić na częste przyjazdy do Gorzowa – zauważa ks. B. Michalczuk. Spotkania z wiernymi poza nabożeństwami zwykle dotyczą rozważań religijnych. Duchowny przyznaje, że w rozmowach z wiernymi poruszane są nie tylko kwestie religijne i tradycji, ale też problemy życia codziennego, gospodarcze, a nawet polityczne. Ks. B. Michalczuk nie ma sygnałów, czy próśb od wiernych o zwiększenie liczby nabożeństw ekumenicznych. Choć przyznaje, że część z nich zwraca uwagę na potrzebę kontaktów z innymi wyznaniami chrześcijańskimi. Dodaje jednak, że we wspólnocie prawosławnej, ale też wśród przedstawicieli innych wyznań, nie brakuje przeciwników tendencji ekumenicznych.

W ramach parafii prawosławnej działają bractwa młodzieży prawosławnej – to dwie grupy, diecezjalna i metropolitarna, które są pod opieką duchownych. Wszystkie ich propozycje są analizowane. – Jest warunek: pomysły bractwa muszą się mieścić w kanonie kościoła prawosławnego. Młodzież aktywnie uczestniczy w życiu religijnym parafii. Młodzi zawsze mają dużo świetnych pomysłów jako duchowny bardzo to doceniam – podkreśla ks. B. Michalczuk.

Czy osoby wyznania prawosławnego odchodzą od wiary? – pytamy. – To niewielki procent osób. Właściwie zjawisko marginalne. Parafianie opuszczający naszą wspólnotę najczęściej mają silnie zakorzenioną świadomość tradycji i wiary. Dlatego w późniejszym wieku wracają do wiary – odpowiada ks. B. Michalczuk. Zwraca też uwagę, że wierni przychodzą do niego z wątpliwościami dotyczącymi wiary. – Proszą o wytłumaczenie, dlaczego jest tak wiele nieszczęść na ziemi? Ludzie, którzy mocno włączają się w życie religijne, gorąco modlący się – z autentyczną wiarą i niepokojem pytają o przyczyny tak wielkiej ilości zła na świecie.

A co z niewierzącymi?
Jakub Rożek, 28 lat, rodowity gorzowianin, zdeklarowany ateista. Na lekcje religii uczęszczał w pierwszych dwóch latach szkoły podstawowej. Szybko doszedł jednak do wniosku, że nie wierzy w to, co jest na nich przekazywane. – Może przyczyną mojego podejścia do religii było to, że moi rodzice są raczej niewierzący. Nie wierzę w Boga, bo trudno wierzyć w coś, co nie istnieje. Ciężko jest o tym rozmawiać, bo trudno jest dyskutować o próżni. Sami wierzący mówią o tym, że istnieje coś takiego jak "łaska wiary". Widocznie ja jej nie dostąpiłem – mówi otwarcie.

Jakub Rożek podkreśla, że niczym się nie różni od osób wierzących. – Prawdopodobnie mamy podobną dietę, styl życia. Jedyna różnica, to fakt że w niedzielę mam godzinę czasu więcej dla siebie – zauważa. Nie podoba mu się to, że lekcje religii odbywają się w szkołach, a ocena z tego przedmiotu wliczana jest do średniej. – Obecność religii w szkołach jest krzywdząca dla niewierzących. No i co to jest za przedmiot, podczas którego uczniowie dowiadują się o obrządkach religijnych.

Jakub określa siebie jako kosmopolitę. Ważniejsze jest dla niego człowieczeństwo niż sama narodowość. Podkreśla jednak, że polskość definiowana przez niektóre środowiska polityczne jako katolicyzm jest fałszywa i stanowi zagrożenie dla wielu osób niewierzących. – Taki sposób rozumowania wyrzuca osoby niewierzące poza ramy społeczeństwa. Jest krzywdzące. To tak, jakby ateistów traktowano jak ludzi drugiej kategorii.

Przyznaje, że w związku z deklaracją bycia osobą niewierzącą nie spotkały go osobiste nieprzyjemności. Nie obnosi się jednak ze swoim ateizmem. – O tym, że nie wierzę w Boga wiedzą moi znajomi. Nie informuję o tym każdą napotkaną na swoje drodze osobę. Jest to moja prywatna sprawa i tak samo kwestią prywatności powinno być objęte to, czy ktoś wierzy w Boga czy też nie.

Zatem w co tak naprawdę wierzy gorzowski ateista? – pytamy. – Wierzę, że Stal Gorzów kiedyś będzie mistrzem Polski. Życie się toczy. Nie mam jakichś wielkich oczekiwań. Każdy z nas jest kowalem własnego losu. To co mnie spotyka zależy tylko i wyłącznie ode mnie lub czystego przypadku, a nie od Ojca, Jego Syna czy Ducha Świętego. Wierzę w postęp. Jeżeli chcemy się rozwijać, to musimy pozbyć się kagańców takich jak religia – zaznacza zdecydowanie. Dodaje też, że wśród osób wierzących panuje przekonanie, że skoro ktoś jest niewierzący to jest złym człowiekiem. – Nie uznaję dekalogu, ale to nie oznacza, że nie uznaję zasad i norm. Wartości nie wynikają z wiary tylko z przyjętych norm. Jako osoba niewierząca nie potrzebuję dziesięciu przykazań, aby wiedzieć, że nie wolno zabijać czy kraść – podsumowuje.

Adam Oziewicz & Marcin Cichoń

  1. Adres redakcji:
  2. ul. Łokietka 32/40 (kaskada, III p.)
  3. 66-400 Gorzów Wielkopolski
  1. Nasze telefony:
  2. redakcja: 95 736 62 22
  3. sekretariat: 95 736 62 22 wew. 100
  4. reklama: 95 736 62 22 wew. 102
  1.  
  2.  
  3.  
  1. Copyright 2017 tylko gorzów
  2. Design by trzyGieGRX design studio
  3. 13023